Moja lekomania, czyli historia życia, cz. I

Dawno już obiecałem, że opiszę moją ” przygodę” z benzodiazepinami.
Teraz nadeszła ta chwila.
Na początku gimnazjum zaprzyjazniłem się z jednym chłopakiem, jak się okazało, synem lekarki.
Szybko się zaprzyjazniliśmy,a że jego matka sama zażywała benzodiazepiny, w tym estazolam i valium, szybko zaczęliśmy brać z niej przykład.
Mój pierwszy raz z estazolamem to była czysta euforia, stan nie do opisania jak dla 15-latka.
Potem braliśmy valium, fałszowaliśmy recepty.
Robiliśmy ” zapasy”, co noc brałem te leki bo mnie rozluzniały, dawały ” to coś”.
Z racji tego, że bardzo dobrze się uczyłem, nikt nic nie widział aż do momentu, kiedy, będąc na wagarach, przypadkowo nie złapał nas patrol policji.
Łatwo się domyślić co było dalej.
Policja, sąd dla nieletnich i sprawa.
Wiecie na czym się skończyło?
Na naganie ustnej od sądu, ze względu na to, że bardzo dobrze się uczyłem.
Potem, z biegiem czasu nasza przyjaźń się rozpadła.
Tylko wtedy nie wiedziałem o klonazepamie.
Zejście z Relanium poszło stosunkowo gładko, i to był mój pierwszy detoks od leków.
I choć przyjaźń z tym chłopakiem się rozpadła, moje uzależnienie zostało.
Dopiero teraz rozumiem te mechanizmy, sam mam wykształcenie w tym kierunku i na przyszłość chcę pomagać innym ludziom.
Gdy przechodziłem męczarnie i piekło od klonazepamu i opioidów, zrozumiałem, że jestem zwykłym… lekomanem.
I tak moje uzależnienie zostanie ze mną do końca życia.
A co było dalej?
CDN.
Proszę o wsparcie dla bloga poprzez możliwość subskrypcji, donatów ( wszystko na dole strony) oraz udostępnianie bloga dalej, aby historia mojego życia była przestrogą dla potomnych.
Kochani, nie warto marnować swojego życia.

Wsparcie na rzecz bloga.

Zwracam się z wielką prośbą do Czytelników mojego bloga o wsparcie na rzecz jego utrzymania.
Można poprzez system płatności Paypal dokonywać symbolicznych wpłat ( na samym dole strony mieści się zakładka subskrypcji lub darowizny w dowolnej kwocie)
Jest Nas już naprawdę bardzo dużo, jest kilka tysięcy komentarzy, nie na wszystkie mogę odpowiedzieć.
Jeśli możesz, wpłać dobrowolną darowiznę lub subskrybuj mój blog.
Ewentualnie można wykupić hasło chronione systemem Paypal.
Bardzo proszę Was również o udostępnienie bloga dalej poprzez portale społecznościowe, Facebook, Twitter, itd.
Za wszelkie formy wsparcia, serdecznie dziękuję.
Liczy się każda złotówka, euro, dolar a przede wszystkim NASZA społeczność.
Pozdrawiam wszystkich a w szczególny sposób Kobiety, z okazji dnia ich święta 🙂
Wszystkiego najlepszego Drogie Panie
I appeal to readers of my blog for support in maintaining it.
You can make symbolic payments via the Paypal payment system (at the very bottom of the page there is a subscription or donation tab in any amount)
There are really a lot of us, there are several thousand comments, I can’t answer them all.
If you can, make a voluntary donation or subscribe to my blog.
Alternatively, you can buy a password protected by Paypal.
I am also asking you to share your blog via social networking sites, Facebook, Twitter, etc.
Thank you for all forms of support.
Every zloty, euro, dollar counts, and most of all our community.
Greetings to all and in a special way Women, on the occasion of their holiday 🙂
Happy birthday Dear Lord 🙂
Czytaj więcej

Tramadol i Oxycontin- historia uzależnienia.

Hejka,

Dzisiaj zdecydowałem się opisać Wam historię uzależnienia od opioidów, w tym Tramadolu i Oxycodonu.
Jest to historia jakich wiele, jednak odzwierciedla ona dramat młodzieży przez który nie można przejść obojętnie.
Niestety, ten 21 letni chłopak już nie żyje.

” Przeglądałem h od dłuższego czasu (między innymi po to żeby na krzywy ryj przeglądać temat o PST), ale zarejestrowałem się dopiero teraz specjalnie po to żeby opisać swoją historię uzależnienia od tramadolu.
Zaczęło się na pierwszym roku studiów, już wcześniej w szkole średniej eksperymentowałem z lekami otc (kodeina i dex), trawką i MXE. Wszystko było ciekawe ale nic mnie nie porwało na dłużej. Dopiero po przeprowadzce ze swojej pipidówy do Warszawy miałem dostęp do czegoś więcej niż RC, trawka czy apteka bez recepty. Do naturalnej ciekawości doszła samotność i brak umiejętności odnalezienia się towarzysko i po researchu znalazłem na ogłaszamy24 tramal. Do dzisiaj pamiętam że były to retardy 150 i zapieprzałem po nie z Sadyby na Żerań albo Tarchomin, nawet pamiętam czego słuchałem wtedy po drodze.
Na początku oczywiście wszystko było ok, brałem sobie po 150-300 mg praktycznie nierozgryzanych co kilkanaście dni i było świetnie. Jak mi się paczka skończyła to chyba miałem dużą przerwę, nawet kilka miesięcy, potem co jakiś czas dokupowałem i brałem tym systemem. Z tym że dawki po jakimś czasie wskoczyły już na 400 i zaczęło być brane co 3-5 dni, ale po każdym skończonym opakowaniu czy nawet blistrze (bo tak też kupowałem) robiłem dłuższą przerwę. Dopóki nie było to nie kusiło, ale jak leżało w szufladzie to nie było opcji powstrzymać się dłużej niż ten tydzień.
W międzyczasie poznałem swoją pierwszą dziewczynę która od początku wiedziała o moim „zainteresowaniu”. Na początku nie miała wobec niego obiekcji mimo że sama nie chciała brać, jej jedyna próba zakończyła się jedynie mdłościami i bólem głowy, na szczęście miałem tyle oleju w głowie żeby jej więcej nie namawiać. W trakcie trwania naszego związku moje uzależnienie zaczynało powoli postępować, w końcu zdecydowała się że będzie mi wydzielać 400 mg raz w tygodniu na nasze wspólne nocowania weekendowe bo lubiła mnie w tym stanie, byłem nieźle rozpłynięty po tramcu, praktycznie jak po małej dawce MDMA, zresztą wtedy mogłem długo ruchać, a pała furczała bez problemu – jednym słowem same plusy. Potem zacząłem ją oszukiwać, kupowałem czasem bez jej wiedzy albo podpieprzałem pojedyncze dawki z tych zapasów które ona mi trzymała. Jednym słowem typowe ćpuńskie zachowania godne brauniarza, ale już byłem wtedy uzależniony psychicznie i ślepy na to. Finalnie rozstaliśmy się z powodu problemów niezwiązanych z moją chorobą. Nadal brałem tym swoim systemem, że następował miniciąg w częstotliwości co 2-4 dni do końca opakowaniu i potem dłuższa przerwa, z tym że zacząłem wskakiwać na dawki rzędu 500-600 mg pod koniec tych ciągów i przerwy zaczęły się niebezpiecznie skracać. W tym momencie historii mija ok. trzech lat od zapoznania się z tramadolem.
Potem wydarzył się chyba pierwszy ciąg z prawdziwego zdarzenia, zjadłem całe największe opakowanie retardów (200×50) w niecały miesiąc, na szczęście zszedłem stopniowo i obyło się bez zespołu abstynencyjnego czyli cały czas byłem zdrowy we własnym mniemaniu. W tym czasie poznałem swoją obecną partnerkę i jej już się w ogóle nie przyznałem, przebąkiwałem parę razy że kiedyś żarłem leki na receptę ale to krótki epizod był i praktycznie jednorazowo.
Potem eskalacja uzależnienia nastąpiła gwałtownie, wszystko zlewa mi się w jedno. Zacząłem brać prawie codziennie w ciągach, przerwy między kolejnymi opakowaniami były podyktowane jedynie chęcią zbicia tolerancji żeby nie musieć dokładać benzo bo na szczęście zostało mi na tyle instynktu samozachowawczego żeby nie wpierdalać się w kolejne gówno (mimo że klony jadłem parę razy i tak, ale to z innych pobudek). Potem nastąpił pierwszy atak padaczkowy który w ogóle nie skłonił mnie do refleksji, za kolejnych kilka miesięcy ponownie, ale brałem nadal. Płynąłem już mocno i na około dwa miesiące ciągu przypadało kilka dni przerwy podczas których też często ratowałem się kodeiną. Na szczęście tolerancja postępowała powoli i trochę z fobii przed kolejnym atakiem starałem się trzymać dawek max 800 mg lekko rozgryzionych retardów. Żyłem tak przez kolejne niecałe dwa lata, wchodząc już na 1000-1400 w 2-3 transzach pod koniec ciągu. Ostatnio jednak w krótkim okresie czasu miałem trzy napady padaczkowe, jeden udało mi się ukryć całkowicie bo byłem sam w mieszkaniu, a dwa kolejne na przestrzeni dwóch tygodni wzbudziły słuszne podejrzenia moich bliskich. Te ataki wynikały najprawdopodobniej z już stale obniżonego progu drgawkowego bo miały miejsce po dawkach niższych niż zdarzało mi się już przyjmować w przeszłości. Stwierdziłem wtedy że mam do wyboru trzy drogi, albo włączam do swojego uzależnienia kolejną substancję, albo każde kolejne wzięcie to rosyjska ruletka i proszenie się o nieszczęście typu atak na schodach albo za kierownicą (bo jak każdy ćpun podejmowałem ryzykowne zachowania w związku ze swoim nałogiem) a nie na kanapie, bądź za biurkiem, albo przyznaje się bliskim i zgłaszam się po pomoc. Wybrałem opcję nr trzy która sporo mnie kosztowała, ale na szczęście ani rodzice, ani ukochana pomimo początkowego i uzasadnionego wkurwu mnie nie odtrącili, wcześniej już mieli ku temu przesłanki ale za każdym razem ich zapewniałem że nie mają się o co martwić kłamiąc w żywe oczy, a oni chcieli mi wierzyć.
W szpitalu oczywiście nie mieli pojęcia jak się mną zająć, ale zrobili mi przynajmniej komplet badań i jak drugiego (a raczej trzeciego bo pierwszy przespałem jeszcze na tramcu zjebany atakiem) dnia przyznałem się z czego wynikał ten atak to dostawałem oprócz depakine też rolki dwa razy dziennie po 2 albo 5 mg, ale chyba była to ta większa dawka. Nie wiem na ile dla dodatkowego działania antypadaczkowego, a na ile z dobrego serca żeby złagodzić mi skręta wywołanego zejściem z tych 800-1400 mg ładowanych niemal codziennie od 6-8 miesięcy na zimnego indyka, ale poza (tylko częściowo) bezsennymi nocami, dreszczami, katarem i lekką sraczką nie było tak strasznie jak niektórzy tu opisują – pewnie właśnie dzięki rolkom i możliwości odchorowania najgorszego okresu w szpitalu bo do pracy na pewno nie dałbym rady chodzić w takim stanie.
Najtrudniejsze obecnie jest przyjęcie do wiadomości że nieźle sobie spierdoliłem baniak czego najlepszym przykładem jest to że podczas konsultacji z psychiatrą jako poprzednią datę napadu podałem ostatnią środę (do szpitala przywieźli mnie w piątek) a faktycznie ten atak miał miejsce w środę dwa tygodnie temu, dni zaczęły mi się zlewać w jedno, nie pamiętałem rzeczy które mówili mi bliscy i przełożony w pracy przez co można było odnieść wrażenie że mam ich w chuju. Na szczęście zasób słownictwa, możliwość prowadzenia dyskusji i ogólny ogar zostały z grubsza bez zmian w przeciwieństwie do ludzi którzy kopcili po kilka toreb dziennie i oprócz pamięci leciały im wszystkie kompetencje umysłowe na łeb na szyję zmieniając się w zielone zombie.
Ciężko mi też pogodzić się z tym, że nie ma już powrotu do kontrolowanego brania, bo nawet pomijając tramadol muszę wyrzucić wszystkie opioidy „z diety”. Chyba każdy kto tego próbował wie jakie fajne jest zawinięcie się w koc w chłodny jesiennozimowy piątkowy wieczór i opierdolenie 300-450 mg kodeiny (bo nie masz rozbuchanej tolerancji) po ciężkim tygodniu i obudzenie się wypoczętym w sobotę rano w fajnym humorze powodowanym afterglowem. Tylko że to jest fajne jak robisz to 1-2 razy w miesiącu i nie czekasz na to cały pozostały czas. Zresztą w tramadolu i tak bardziej pociągał mnie ten efekt (motywacyjny) SNRI niż czyste opioupierdolenie z noddowaniem na czele, ale nie twierdzę że mi to przeszkadzało bo faktycznie stanowiło miły dodatek. Zresztą nawet nie wiem czy dobrym pomysłem byłoby (oczywiście nie teraz, ale w perspektywie kilku miesięcy) zapalenie mj albo zapodanie hofmanna czy emki.
Pierwsze dwa to potencjalna groźba uaktywnienia jakichś pojebanych autopretensji i lęków że nie dam rady wytrwać w tym i popłynę znowu, a MDMA dlatego, że jak wspominałem tramadol działał na mnie (szczególnie na początku, albo po długiej przerwie) jak mikrodawki tej substancji. Z serotoniny mogę się wyprać szybko, ale potem jak mi się włączy pies Pawłowa to zachce mi się całej reszty uczuć które towarzyszyły tym odczuciom. W ogóle już mi się pojawiają delikatne podszepty w głębi umysłu, że no może nie tramadol, ale kodeinki to mógłbym sobie zajebać bo od niej przecież nie byłem uzależniony (brałem głównie jak źle sobie rozplanowałem zejście, a nie chciałem kupować kolejnego opakowania).
Może za poważnie to wszystko opisałem, ale zrobiłem to też w dużej mierze dla siebie żeby usystematyzować sobie przebieg turlania się po tej równi pochyłej i trochę dla spokoju ducha że może jak ktoś zobaczy opis relatywnie lekkiego przebiegu uzależnia to skłoni go to do refleksji nad sobą. No bo kurwa jak traktować się jak uzależnionego jak bierze się koło 1 g bez podkładu z benzo po 5-6 latach, a niektórzy dochodzą do 2-3 g i 20 mg klona przed śniadaniem po mniej niż połowie tego czasu. Zresztą miałem ostatnio nieprzyjemne sytuacje wśród swoich znajomych przez uzależnienia od leków i dwie osoby dalsze się przekręciły (to wiadomo, że już nie bezpośrednio przez leki, po prostu były dla nich etapem).”

Zmarł samotnie, z przedawkowania heroiny i fentanylu.
Pogrzeb odbył się 20.01.2020.
Jestem w szoku, gdyż znałem go osobiście.

Jak zdobyć receptę na Oxycontin w Polsce i USA

Ten post będzie tematem: jak zdobyć receptę na leki psychotropowe.
Pod tym pojęciem są różne związki chemiczne, ja skoncentruję się na klonazepamie, tramadolu, oxycontinie.
Możliwości są dwie ( bynajmniej ja tak to widzę):
– wizyta prywatna ( wtedy większość lekarzy nie robi problemu, trzeba tylko trochę pościemniać);
– wizyta na fundusz zdrowia ( z tym są większe problemy, ale jedynie na początku).
Wiemy też, że recepty mogą wystawić lekarze rodzinni, zazwyczaj potrzebują ” zaświadczenia” od psychiatry.
Ale i to można obejść, wiem, bo sam 6 lat na fundusz zdrowia brałem klonazepam i Oxycontin.
Czytaj więcej

Trzeźwość, stan do osiągnięcia.

Cześć.
Dzisiaj mija już 40 dzień bez klonazepamu oraz innych benzodiazepin.
Byłem prywatnie najpierw u lekarza, potem na fundusz, dostałem antydepresanty w tym Lerivon, który bardzo mi pomógł.
Oxycontin też poszedł w odstawkę.
Narazie biorę od czasu do czasu trochę THC a raczej go palę 🙂
Znalazłem nowe hobby- ogrodnictwo.
Jako lekoman i narkoman muszę przyznać, że życie na trzeźwo jest piękne a zarazem trudne.
Wracają zapomniane sprawy, refleksje.
Spotykam się z ludźmi, którzy walą od browna po oxycontin, klonazepam i inne mixy.
Jest z nimi coraz gorzej…
O tym jednak napiszę w osobnym artykule.
Piszę aby dać znać, że żyję, jest ze mną wszystko ok.
Co pokaże przyszłość?
Tego nie wiem, tym bardziej, że czasami zarzucam estazolam, valium nie, ” magazynuję” je sobie u siebie w domu.
Będę z Wami na bieżąco.
Mam prośbę:
– udostępniajcie mój blog oraz jak możecie, róbcie drobne wpłaty na jego rozwój i utrzymanie.
3majcie się 🙂

Noc… Oxycontin 80 mg i….

Cześć.
Tym razem nie będę pisał o …
Właśnie..
Jestem pod wpływem alko i… nie tylko.
Właśnie wróciłem i powiem Wam jak sprawy wyglądają.
Całkowicie rzuciłem ” króla benzodiazepin”-‚klonazepamu ale co z tego?
Nic nie biorę, no… wczoraj wykupiłem estazolam, miałem depresanty, przez 2 tygodnie był luz…
Ale…
Właśnie, gdyby to nie pierdolone, ” ale”…
Spotkałem brata mojego kolegi, nie chodziło o Oxycontin, Polska nie ma do tego dostępu…
Przynajmniej legalnie.
Osoby ” xzy”,’zaproponowały mi dostęp do trawy i benzodiazepiny, estazolamu.
U nas, w US, trawa to nie problem.
Ale o tym za chwilę.
Oxy nie było, była trawa.
Fakt, kupiłem, wypalę ją niedługo.
Estazolam, kupiłem, mam depresanty, lekarz w dawce się pomylił.
Szczerze?
Dzisiaj kończę ten post, jutro dokończę.
Znacie mojego bloga.
Udostępniajcie dalej.
Do jutra

Samotność jako droga do narkomanii. (Loneliness as a way to drug addiction)

Cześć.
Nie było mnie jakiś czas i dopiero dzisiaj mam czas aby odpisać na wszystkie Wasze e-maile i komentarze.
Przynajmniej się postaram.
Na wstępie chciałbym się zapytać czy nie znacie jakiegoś wydawnictwa, głównie mam na myśli USA, które będzie zainteresowane publikacją moich książek.
Na chwilę obecną mam ich 6.
Jeśli tak, to proszę o kontakt e-mail.
Dziękuję wszystkim moim Czytelnikom za miłe słowa pełne życzliwości.
Na tak ogromną liczbę komentarzy i e-mail nie jestem w stanie odpowiedzieć indywidualnie.
Dzisiaj chciałem poruszyć problem który nurtuje mnie od samego rana.
Dotyczy on problemu samotności we współczesnym świecie.
Zrobiłem sobie dzisiaj taką analizę mojego życia i stwierdziłem, że zacząłem brać benzodiazepiny z powodu samotności.
Potem doszły opioidy, głównie sam tramadol, rzadziej oxycontin.
Wydaje mi się, że większość z nas żyje w świecie pełnym iluzji.
Gonimy za pieniędzmi ale to tak do końca nie wypełnia naszej pustki.
Do tego dochodzą inne problemy i często szukamy ratunku tam, gdzie go nie ma.
Tak też było w moim przypadku.
Niestety, ta droga, jeśli chodzi o chemię, prowadzi w przepaść.
Ilu było lub jest ludzi podobnie zranionych, którzy szukają pocieszenia, jakieś odskoczni w benzodiazepinach lub opioidach?
Tego nie wiem.
Widziałem jednak bardzo dużo uzależnionych.
Również od ciężkich opiatów, w tym heroiny.
Twierdzili oni, że benzodiazepiny mają taki sam potencjał uzależniający, jak heroina.
Czytaj więcej

Subskrypcja oraz możliwość darowizny na rzecz bloga hyperreal24.pl

Cześć wszystkim 🙂

Chciałem zamieścić pewne informacje dotyczące możliwości wsparcia bloga, który dzięki Wam, zyskuje coraz większą popularność.
Sam jestem zaskoczony taką popularnością, jednak cieszę się, że pewien etap mojego ( i podejrzewam, że nie tylko) życia, może służyć za świadectwo.
Pytacie się w e-mailu oraz w innych komentarzach jak możecie wesprzeć finansowo ten blog, który służy wszystkim.
Odpowiem na to pytanie.
Na dole strony, znajdują się dwa przyciski.
Jeden służy do subskrypcji bloga, drugi natomiast zatytułowany jest ” donate”.
Obydwa przyciski obsługiwane są przez system płatności Paypal.
Tam można ustawić kwotę jaką chcielibyście podarować na rzecz utrzymania bloga.
Dziękuję za miłe słowa pełne życzliwości oraz Wasze świadectwa.
A co u mnie?
Korzystając z wolnego czasu, mogę powiedzieć, że utrzymuję abstynencję.
Na jak długo?
Tego jeszcze nie wiem.
Zapraszam wszystkich Czytelników do dyskusji oraz udostępnianie bloga dalej na Waszych portalach społecznościowych.
Ja natomiast obiecuję, że będę go aktualizował, też muszę wyjaśnić Wam pewne bardzo ważne kwestie.
Ale to w następnym poście.
Pozdrawiam Was i życzę miłego dnia.
3majcie się 🙂

I wanted to post some information about the possibilities of blog support, which thanks to you, is gaining more and more popularity.
I am surprised myself by such popularity, but I am glad that a certain stage of my (and I suspect not only) life can serve as a testimony.
You ask in an email and other comments how you can financially support this blog that serves everyone.
I will answer this question.
At the bottom of the page, there are two buttons.
One is for subscribing to the blog, the other is titled „donate”.
Both buttons are supported by the Paypal payment system.
There you can set the amount you would like to donate to maintain your blog.
Thank you for your kind words and your testimonies.
What about me?
Taking advantage of my free time, I can say that I keep abstinence.
For how long?
I do not know that yet.
I invite all readers to discuss and share the blog on your social networks.
However, I promise that I will update it, I also need to explain some very important issues to you.
But that’s in the next post.
Greetings and have a nice day.
3 have it 🙂

Go, ask American.

Ten wpis zatytułowałem tak aby budził podobne kontrowersje jak książka o podobnym tytule, którą kiedyś czytałem.
Nie bez powodu.
Książka anonimowej, amerykańskiej narkomanki,Alice, w książce pt. ” Go, ask Alice”, przedstawia losy 15-letniej narkomanki lat 70-80 XX wieku, uzależnionej od heroiny.
Jej historia jest tragiczna, mimo wielu pozytywnych zwrotów akcji, rodzice znajdują ją martwą w wyniku przedawkowania opiatów ( heroiny).
Teraz mamy XXI wiek i zarówno młodzież amerykańska i polska zmaga się z uzależnieniem od opioidów.
Karierę ” zrobił” Oxycontin, fentanyl, morfina oraz dopalacze, które są tragedią wielu.
Ile osób pochłonęła epidemia ” nieszkodliwego oxycodonu”?
Tego nie wie nikt.
Jednak ofiary można liczyć w milionach.
Benzodiazepiny, w tym ” amerykański” Xanax, opioidy w tym Oxycontin, robią na nowo zawrotną karierę.
Wydajemy coraz więcej pieniędzy na te oraz inne leki a koncerny farmaceutyczne zacierają ręce.
Z własnego doświadczenia wiem, że po te oraz inne leki sięgamy nie tyle w celach rekreacyjnych co z powodu samotności.
I mimo, że nie jest to żadne usprawiedliwienie, wyjście z siodeł uzależnienia fizycznego i psychicznego jest niezwykle trudne.
Tak trudne jak wyjście z heroiny.
Nie zapominajmy jednak, że jest ono możliwe.
Myślę, że rzeczą ludzką jest upadać ale z tego upadku musimy wyciągnąć wnioski i wstać.
Bardzo się cieszę, że NASZ blog zyskuje coraz większą popularność.
Z dnia na dzień jest NAS coraz więcej.
Też pytacie się mnie o formę bloga.
O to na jakim formacie on powstał, jakie ma funkcje, itd.
Będę z Wami szczery, te oraz inne pytania należy zadawać nie mnie, lecz komuś innemu.
Czytaj więcej